Ho-hum...

sobota, 25.czerwca.2011, 22:42
No no.

Tego się nie spodziewałam.

Ten blo, który prowadziłam kilka ładnych lat, na ponad rok porzuciłam. Shame on me, po trzykroć. W sumie, gdyby nie powiadomienie na maila to pewnie bym o nim zapomniała.

A to była by strata. To ten blo, który zaczęłam pisać jako głupia nastolatka, to ten blog, o który walczyłam, gdy mylog zmienił się w myspot i zgineła mi masa notek.

A poza tym, to w sumie kawałek mojego życia.

Chyba warto do niego wrócić?
Już styczeń. Powoli kończy się pierwszy miesiąc 2010 roku. Muszę przyznać, że nie przyniósł żadnych, najmniejszych nawet zmian. Bo chociaż co nie co się wydarzyło, były to raczej rzeczy powszechne.

Nie ma to jak mieć mnóstwo spraw na głowie, co nie? Przynajmniej nie ma człowiek czasu myśleć nad przykrymi sprawami i czuć się przygnębionym. Prawda?

Tak, w styczniu wydarzyło się co nie co i chociaż były to rzeczy przykre, to jednak tak powszechne, że chyba nawet tego bardzo nie przeżyłam. Zaczęłam bowiem zwracać uwagę na to, co dzieje się w okół mnie, na to, co ludzie mówią, jak się zachowują. No i to był mój błąd. Bo po raz kolejny odkryłam, że kilka osób, które uważałam za wartościowe a co najważniejsze które uważałam za swoich dobrych znajomych, kumpli, prawie że przyjaciół w niektórych wypadkach, są osobami pustymi, nic nie wartymi i nie znaczącymi. Nie pierwszy raz zdarzyła mi się taka sytuacja i nie pierwszy raz zastanawiam się dlaczego tak się dzieje. Ale właśnie przez to, że już kilkukrotnie się na kimś srogo zawiodłam, spowszedniało mi to.

Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy teraz na siłę nie staram się dopatrzeć wśród osób które szanuje przywar, tak, jak bym oczekiwała, że już wkrótce osoby te pokażą mi się z jak najgorszej strony i znowu się na kimś zawiodę.

Nie lubię takich sytuacji. Nie lubię ich dlatego, że przez to odsetek ludzi, którym ufam spadł drastycznie, jest praktycznie równy zeru. I boje się, że niedługo będzie równy zeru, że w swoim otoczeniu nie będę miała nikogo.

Ludzie mnie zawodzą, a ja ich odtrącam. Bo chociaż nadal utrzymuje z nimi kontakty, to nie potrafię już normalnie z nimi funkcjonować, nie potrafię im ufać, ich szanować i myśleć o nich tak ciepło, jak kiedyś.



----------------------
Tytuł notki z utworu "Letter to the Mother" Gogol Bordelllo

I zaraz skończy się kolejny rok...

sobota, 19.grudnia.2009, 14:34
Tak, grudzień już w połowie, a ja, zła kobieta, nic nie pisałam. Nic a nic. Trzeba to zmienić.

W domu panuje, oczywiście, świąteczne szaleństwo - sprzątanie. I chociaż mam dużo energii i chętnie się do tej roboty zabrałam, to dziś, drugiego dnia porządków, odczułam, że jednak nie jest tak wesoło, jak mogło by się wydawać. Dawno nie byłam tak obolała! Ale cóż, skoro mnie boli, to znaczy, że żyję.

W czasie sprzątania wpadło mi w ręce wiele ciekawych rzeczy. Moją uwagę przykuła przede wszystkim pocztówka - na obrazku dziecko siedzące na łące, trzymające w dłoni bukiet polnych kwiatów a obok podpis "Nie myśl ciągle o tym, czego ci brakuje, ale o tym, co masz." Przypomniało mi się, jak tylko ją zobaczyłam, że kartkę tą dostałam w podstawówce od naszego księdza katechety. Nazywał się Piotr i był cudownym człowiekiem. Piszę o nim w czasie przeszłym, bo nie wiem, co się z nim teraz dzieje. Wiele lat temu został przeniesiony do innej parafii i tyle go widziałam. A był dobrą osobą. Uważałam go za porządnego człowieka (czego nie mogę powiedzieć o wszystkich księżach.)

Ale ale, ja się tu rozpisuje na temat księdza Piotra, a to nie o niego tu chodzi, ale o tą kartkę, a raczej napis na niej.

Mimo wszystko, muszę przyznać, że się z nim zgadzam. Zazdrość nie jest najlepszym uczuciem a w życiu naprawdę trzeba doceniać to, co się ma, dzięki temu człowiek będzie choć trochę bardziej szczęśliwy. Tak przynajmniej mówi teoria.

A jak z praktyką?

Postanowiłam sprawdzić to na sobie i zrobiłam mały rachunek sumienia. Co posiadam? Sukcesy. To pierwsza rzecz, o jakiej pomyślałam i nieskromnie muszę powiedzieć, że to trafna myśl. Odkąd zaczęłam studia, sukcesów w swoim życiu odnoszę naprawdę sporo. Prowadzę gazetkę, pomagam w realizacji różnych spotkań, poznaje ważnych i znanych ludzi. Na mojej Uczelni jestem osobą rozpoznawalną, bo jak powiedział Rektor na rozdaniu dyplomów: Zapraszam Panią Dominikę Szatanik... (tu nastąpiła chwila lekkiej konsternacji)... której właściwie nie muszę państwu przedstawiać, ani wymieniać jej zasług. Wiem, wiem, przytaczanie tego jest strasznie snobistyczne, ale do czego zmierzam - osiągnęłam, MAM, wiele. I są to takie rzeczy, z których naprawdę można się cieszyć.

A jednak nie cieszą, a na pewno nie tak, jak powinny. Ciągle chce więcej, chce... czegoś nowego, czegoś innego.

Dlaczego moje sukcesy mnie nie cieszą? Bo nie mam komu o nich mówić. Niby mogę się pochwalić przed rodziną, ale dla rodziny zawsze jestem 'zdolna, mądra i ładna' więc to nie to samo. Przed przyjaciółmi mi głupio, bo nie lubię się chwalić, wywyższać, a poza tym... zauważyłam, że nie każdy z nich potrafi cieszyć się razem ze mną z moich sukcesów. A po co mówić o swoich dokonaniach osobom trzecim? To jest chyba trochę bezcelowe.

Dlatego ciągle myślę o tym, czego nie mam. O osobie, której mogłabym się od czasu do czasu pochwalić, ale nie był by to ani członek rodziny, ani przyjaciel. Osoba, która spojrzała by na to z trzeciej strony.

Jest już grudzień. W końcu jestem o rok starsza, w końcu mam 21 lat. Niedługo skończy się kolejny rok mojego życia. Pójdę na sylwestra, do znajomych i będę się bawić, mam nadzieje, dobrze. Czas mija, szybciej, niż mogłabym się spodziewać. A ja idę do przodu. Rozwijam się. Nie wiem, czy zmieniam, ale na pewno każdego dnia jestem trochę inna niż poprzedniego. Choć nie są to zmiany wielkie i istotne. Nie wiem, co przyniesie mi przyszłość, ale chciałabym patrzeć w nią optymistycznie. Ostatnio nawet mi się to udaje, choć za każdym razem, gdy pojawia się w mojej głowie optymistyczna myśl, goni ją myśl pesymistyczna: "Przestań być tak naiwna!" Ten dualizm mnie wykańcza. Nie wiem, w którą stronę się zwrócić, co ze sobą zrobić.

Ktoś ma odpowiedź na to pytanie? Ktoś może mi pomóc?

Dwa dni słodkiego lenistwa

czwartek, 26.listopada.2009, 10:55
No, prawie dwa. Wczoraj, a i owszem, miałam wolne, z czego skwapliwie skorzystałam. Spałam do 11, prawie cały dzień spędziłam w łóżku. Dziś, teoretycznie, też mam wolne, ale niestety, wolność ta obejmuje trochę pracy na kompie - mamy dziś deadline, trzeba dokończyć i poprawić kilka tekstów, i oczywiście dopilnować, żeby można zamknąć numer.

Różnorodność ludzkich charakterów i osobowości jest niesamowicie zaskakująca. W swoim życiu spotkałam kilka osób, których pierwsze wrażenie nie było zbyt korzystne, ale po bliższym poznaniu wiele zyskiwały. Nie raz zdarzyło się na odwrót - osoba, która zrobiła na mnie fenomenalne wrażenie okazała się być nic nie wartą. Ostatnio jednak poznałam osobę, którą nie dość, że zrobiła na mnie złe wrażenie, to jeszcze po bliższym poznaniu okazało się, że... wrażenie to było trafione. Tak też się często zdarza, ale w przypadku tej osoby, przez chwilę wydawało mi się, że będzie tak, jak opisałam wyżej: złe wrażenie - zmiana oceny na pozytywną po poznaniu. Ale nie, niestety. Chociaż ja nad tym nie ubolewam, to wiem jednak, że ta osoba raczej nie będzie zachwycona tym, gdy dowie się, że za nią nie przepadam. Ale, to już nie mój problem.

Zdemotywowana...

niedziela, 22.listopada.2009, 21:58
... i zmęczona. Dwa słowa na 'z', oba o dość negatywnym wydźwięku. Ale tak właśnie jest - nie mam na nic ochoty, nie mam sił, ani motywacji zabrać się za pracę, którą powinnam wykonać. I nie tylko za to. Od kilku dni nie jem zbyt wiele tylko tyle, ile naprawdę potrzeba. Bo nawet tego jakoś nie mam siły ani ochoty robić. Nawet spanie mi jakoś nie idzie, jak dziwnie by to nie zabrzmiało. Jestem zaskoczona, że jeszcze oddycham. Chociaż, z drugiej strony jest to przecież odruch bez warunkowy, nie?

Nie wiem, co mam za sobą zrobić. Najchętniej zwinęłabym się w kłębek pod kołdrą na kilka dni i przeczekała. Wszystko, co jest. Pracę, studia, rodzinę, przyjaciół i znajomych, siebie. Przeczekała to wszystko i dopiero potem wstała. Może w pełni sił, może z chęcią do życia. To by było świetne.

Don't worry, be happy!

sobota, 21.listopada.2009, 20:29
And always look at the brigth side of life. Gówno prawda.

Jestem jednak złym człowiekiem. Nieszczęścia innych doprowadzają mnie do prawie ekstatycznego szczęścia, a gdy widzę, że ktoś się cieszy, nienawidzę go z całego serca i chcę zetrzeć z powierzchni Ziemi. Nie wiem, czemu tak jest, ale tak po prostu jest. Cieszą mnie wasze porażki, smutki, nieszczęścia, a szlag mnie trafia gdy widzę wasze uśmiechnięte twarze, gdy jesteście naprawdę szczęśliwi. Mam dosyć waszego szczęścia, chce waszego cierpienia.

To niesamowite, jak bardzo egoistyczny, zgorzkniały i cyniczny może się stać człowiek. Tym bardziej, jeśli dzieje się to w przypadku młodej, odnoszącej sukcesy osoby. Ale jak widać świat jest już po prostu tak skonstruowany, że jedni się cieszą, inni cierpią a ci, którzy powinni żyć pełnią życia nie potrafią docenić tego, co przyniesie im los.
Grypa. I to chyba pierwsza, jak dotąd, która nie okazała się być tylko i wyłącznie chorobą medialną. Mniemam, że każdy z nas czyta gazety, słucha radia, przeczesuje internet i w którymś momencie obiło mu się o uszy to, co dzieje się na Ukrainie. A słyszeliście o tym, co dzieje się w Polsce? Ha.

Ucieszyłam się niezmiernie, gdy usłyszałam, że kilka dni temu świńska grypa pojawiła się kilka ulic od miejsca gdzie mieszkam. Zachorowały dzieci z jednej z licznych szkół podstawowych w mojej okolicy. Rząd oczywiście nadal nie zakupił szczepionki przeciw tej grypie, a ja na zwykłą nie mogę się zaszczepić bo... jestem przeziębiona. Tyle dobrze, że mem sto procent pewności, że to przeziębienie bo jak na razie męczy mnie katar i lekki ból gardła. Ale i tak dyskwalifikuje mnie to ze stania w kolejce po szczepionkę na zwykłą grypę. Bywa.
A jedna moja koleżanka właśnie co wychodzi z poważnego przeziębienia i jest osłabiona. A mieszka równie blisko miejsca, gdzie pojawiła się świńska grypa, co ja. Zajebiście.

Próbuje ogarnąć się i przysiąść porządnie do pracy. Czeka mnie kolejny wywiad, i choć jest dopiero za tydzień, pytania muszę mieć gotowe na dziś. A jak na złość, nie potrafię nic wymyślić. Siedząc od rana w internecie i szukając informacji wpadłam na pomysł na ledwo osiem pytań. A czas ucieka. Jest 13, a ja to muszę do 16 napisać. Muszę mieć z 50 - 60 pytań.
Uwielbiam ten mój stres. Naprawdę.

Stres, obniżenie poczucia własnej wartości, obniżenie nastroju, złe odżywianie się, niedosypianie, zmęczenie... nawet nie chce myśleć, w jakim stanie jest mój organizm.

Pierwszy miesiąc

czwartek, 29.października.2009, 17:05
Pierwszy miesiąc roku akademickiego za mną. Jak na razie, choć bardzo pracowity, nie obfitował w żadne większe wydarzenia, co uważam za tak samo dobrą jak i złą sytuację. Dobrą - bo przynajmniej nie musiałam się niczym stresować, nikt i nic mnie nie męczyło a złą - bo jak zwykle, w moim życiu się nic nie dzieje. Ale cóż, bywa.

Wkrótce listopad, a wraz z nim coraz krótsze dni, coraz więcej deszczu i coraz niższa temperatura. W końcu coś dobrego w tym beznadziejnym życiu.

Założyłam sobie w tym tygodniu konto na facebook'u. I jak na razie najciekawszą rzeczą na tym portalu są gry.

Nie mogę doczekać się, aż spadnie prawdziwy śnieg. Chciałabym, żeby spadło go dużo, a nawet bardzo dużo. Ale, jak wszyscy dobrze wiemy, życzenia ani marzenia się nie spełniają, zwłaszcza moje, więc nie mam co liczyć na taką pogodę.

Ostatni dzień września

środa, 30.września.2009, 21:02
Jutro pierwszy października, data w pewien sposób istotna, dla każdego studenta... Dla mnie również, choć w tym roku z trochę innych powodów.
Odkąd zaczęłam studia, pierwszy października ZAWSZE był pierwszym dniem zajęć. W tym roku jednak, zaczynamy od piątego. Ale pierwszy jest dniem organizacyjnym dla studentów studiów stacjonarnych. I, jak się okazuje, wszyscy, z każdego kierunku, mają wspólne spotkanie. To znaczy, że w jednej sali skotłują się przyszli studenci: prawa, administracji, zarządzania, stosunków międzynarodowych, psychologii w biznesie, psychologii, bezpieczeństwa wewnętrznego oraz finansów i rachunkowości... Więcej was matka nie miała?
Do tego wszystkiego wrobiono mnie w ten cały dzień organizacyjny. Co innego, gdyby to była inauguracja. To jest fajne, przyjemne, mnóstwo z tym zabawy i można się potem pochwalić - pomagałam przygotowywać inaugurację! Ale to? Tak na prawdę nic się przy tym nie robi, jedyne co, to mam wyjść przed szereg i wygłosić propagandowe przemówienie... Co ja, kurwa, Goebbels jestem? W sumie, już i tak pełnię rolę nadwornego pisarza tekstów propagandowych, więc czemu by jeszcze nie wygłaszanie mów? Co za różnica...

Z innej beczki, stan psychiczny ciągle w dużym dołku.... samoocena spadła poniżej zera, jest mroźnie, i choć kocham śnieg, mróz i zamarzanie, to jednak taki mróz wcale mnie nie cieszy... Cóż, do tego dowiedziałam się, że facet, nadmieńmy,naprawdę fajny, który jeszcze do nie dawna był (nie)szczęśliwym singlem, poszukującym partnerki, powiedział mi (ha, byłam pierwszą osobą, która się dowiedziała :P), że poznał ostatnio wspaniałą dziewczynę... Jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby ktoś opowiadał z takim entuzjazmem o drugiej osobie i z takim błyskiem w oczach.... Cóż, mówi się trudno, life is brutal... Wygląda na to, że to,co go trafiła, to tak zwane 'od pierwszego wejrzenia'. Szkoda, ale z drugiej strony się w jakiś sposób już do tego przyzwyczaiłam. Jestem z tym oswojona tak bardzo, że nawet nie zakładam, że poderwę jakiegoś faceta. Po prostu, jeśli pojawi się ktoś naprawdę wart uwagi na horyzoncie jestem sobą, z lekką nutką kokieterii... Ale oni i tak nie są zainteresowani. Powiedzmy sobie szczerze, nie są, nigdy nie byli i nigdy nie będą.

Gdy czas przecieka między palcami...

niedziela, 20.września.2009, 22:18
... zdecydowanie zbyt szybko, a ja jakoś nie mam motywacji, żeby coś z tym zrobić. Po prostu mi się nie chce. A zwłaszcza teraz, gdy w końcu wróciłam do domu i w końcu sobie odpocznę. Już widzę, jak będą wyglądać moje dni - pobudka około 9, śniadanie, książka, film, książka, obiad, film, książka, film, książka, film, spać jak zacznę się przewracać potem pobudka o 9 i tak w kółko Macieju...
Chociaż, muszę się przyznać że mam w ogólnych planach kilka atrakcji bardziej rekreacyjnych niż szkolenie języka angielskiego na filmach i rozwoju oralno-intelektualnego podczas czytania książek. Otóż, poważnie zastanawiam się nad 'obleceniem', że tak to brzydko nazwę, wszystkich znajomych i poświęcenie każdemu z nich przynajmniej dwóch godzin w ciągu dnia...
Postanawiam zrezygnować z najciekawszych dla mnie zajęć, żeby inni nie poczuli się zaniedbani... zobaczymy, jak to wyjdzie.

A chwilowo - "Bones"!

Wyjazdy, rozjazdy...

piątek, 21.sierpnia.2009, 09:50
A miałam pisać więcej, niż raz na miesiąc... Cóż, nie wszystko zawsze wychodzi. Tym razem z winy ciągłej absencji w domu. Niestety te wakacje obfitują w ciągłe wyjazdy - jeden na szczęście mam już za sobą, ale dwa jeszcze przede mną. Z czego najbliższy - jutro, z samego rana. Samolot mam o 7.45, co znaczy, że na lotnisku muszę być około 6. Szlag by to trafił. Wcale nie chce lecieć do tej Danii a tym bardziej o tak barbarzyńskiej godzinie (i na tak długo). Ale cóż - są ludzie, którzy pewnie chcieli by polecieć za granicę, albo wyjechać gdziekolwiek, więc nie powinnam narzekać.
W każdym bądź razie - od jutra jestem znowu niedostępna, chyba, że będąc już na miejscu postanowię jednak korzystać z tego dobrodziejstwa, a zarazem przekleństwa cywilizacji jakim jest komputer i internet. Ale, to się zobaczy.

Filmy, filmy, filmy...

czwartek, 23.lipica.2009, 18:21
Aaa, dawno nic nie pisałam. Trochę nie było czasu, przede wszystkim jednak - chęci. Tak to niestety bywa u osób ze stanami depresyjnymi, że na niewiele rzeczy mają ochotę.
W każdym bądź razie - sesja skończona, drugi rok akademicki za mną. Praktyki na szczęście też szybko udało mi się załatwić, tak więc teraz cała 'szczęśliwa' odpoczywam w domu. I... oddaje się nowej pasji - filmom.
Ostatnimi czasy postanowiłam pogłębić swoja znajomość filmów komercyjnych. Stwierdziłam, że istnieje coś więcej niż tylko Discovery i Planete i filmy które są na nich puszczane. Jako, że ciężko było mi zdecydować co zacząć oglądać postanowiłam ciekawych filmów szukać nie po tytułach czy opisach ale po obsadzie. Do tej pory często zdawałam się na opinię znajomych - jeśli ktoś wspominał jakiś film, czasem go oglądałam.
Może i jestem laikiem w zakresie filmów, ale na pewno znam się trochę na reżyserach i aktorach. Tak więc spokojnie mogę powiedzieć, że lubię filmy Tima Burtona czy Guillermo del Toro. Cenię Natalie Portman i Rachel Weisz, fascynują mnie postacie kreowane przez Johnny'ego Depp'a, ubóstwiam grę aktorską Nicolasa Cage'a czy w końcu jestem całkowicie pod każdym względem, całą duszą oddana Lievowi Schrebierowi i Peterowi Stormare. Dlatego też w pierwszej kolejności postanowiłam zapoznać się z filmami, w których grają ci aktorzy, których naprawdę szanuje. No i powoli, powoli przebijam się przez filmografie i oglądam. Wiele jeszcze przede mną, tym bardziej, że w przyszłym tygodniu wyjeżdżam, ale liczę na to, że we wrześniu, gdy będę znowu miała trochę czasu, pooglądam sobie filmów do woli.
Dziś mam jakieś zacięcie. Widziałam już dwa filmy - najpierw z mamą Monsters Inc., bo nigdy tego nie widziała (sic!) a potem 8 MM z Nicolasem Cagem i Peterem Stormare. Zastanawiam się jeszcze nad jakimś filmem - może Insanatorium? Sądząc po opisie, może być niezły, tym bardziej, że gra tam Stormare. Więc pewnie jednak się skuszę i obejrzę. No chyba, że któryś z kanałów filmowych będzie mi miał coś interesującego do zaoferowania.
W każdym bądź razie - znikam. Mam nadzieje, że przyszłość przyniesie więcej zapału i chęci do pisania na blogu i że notki będą pojawiać się częściej niż raz na miesiąc (bo niestety, jak na razie, tak się właśnie dzieje. W sumie działo się tak już wcześniej i to przez dość długi okres, ale trudno, może w końcu się to zmieni. Już nie mówiąc o tym, że nadal nie mogę odżałować tych kilku miesięcy, gdy nasz kochany serwer blogowy nie działał w ogóle i nie mogłam napisać nawet jednej notki na miesiąc. Ale! To już naprawdę nie było spowodowane z mojej winy, no nie? Okey, kończę.).

"Myślę, że nie"

środa, 3.czerwca.2009, 23:02
Hura, udało mi się naprawić bloga... Trochę eksperymentów oraz poczytania różnych rzeczy na temat nowego myloga i jakoś to poszło.

Ostatnio grałam trochę w Simsy. W czasie sprzątania generalnego znalazłam płytę do Simsów i postanowiłam ją sobie zainstalować i pograć. (Nadmienię, że mam na myśli pierwsza wersją Simsów :]) Szczyt przemysłu gier komputerowych to to nie jest, ale przywodzi wspomnienia z podstawówki...

Swoją drogą, miałam się uczyć. Jest sesja i powinnam się za to zabrać, ale ta sesja rozleniwia mnie. Część egzaminów już mam za sobą, a te, które jeszcze mnie czekają będą znośne. No, oprócz prawa zamówień publicznych, ale to już inna beczka. Mimo wszystko, dziś cały dzień spędziłam na czytaniu książek, choć nie były to bynajmniej podręczniki. Ale co tu począć? Nie ma chęci, nie ma siły, nie ma motywacji, jest tylko lenistwo i potrzeba, jak by to nie zabrzmiało, sprawienia sobie przyjemności.

Ponownie utwierdzono mnie w przekonaniu, że jestem żałosna. Na pewnym forum 'matrymonialnym' w dość matrymonialnym konkretnym temacie (zasady pisania postów: czy umówiłabyś/umówiłbyś się z osobą wyżej - tak w telegraficznym skrócie) zaproponowałam spotkanie pewnemu panu, który na tym forum był z tych samych powodów, co ja (tzn, napisałam, że umówiłabym się z osoba powyżej :P). No i pan mi odpisał, że on ani myśli się ze mną umawiać. Kurwa, jak bardzo trzeba być porażką swojej własnej płci, że nawet facet tak zdesperowany, że szukający dziewczyny na forum matrymonialnym nie chce się z tobą umówić? Teraz to już naprawdę zwątpiłam w siebie jako kobietę... Już nie mówię, jako atrakcyjną kobietę, ale jako kobietę w ogóle. Szlag. A dziewczyny brzydsze i mniej wartościowe ode mnie znajdują facetów. Mają powodzenie. Może ja nie jestem kobietą, tylko o tym nie wiem? Ale z drugiej strony, wszystko na to wskazuje- mam piersi, pochwę, z której krwawię raz w miesiącu, kształt ciała jak kobieta... Coś tu, kurwa, jest nie halo, tylko nie wiem co. I albo to ja jestem jakaś dziwna, albo faceci popierdoleni. Abstrahując od tego drugiego, całkowicie zgadzam się z pierwszym.
Ach, i nadmienię od razu - nie mam co startować do dziewczyn... Jestem zadeklarowaną biseksualistką i gdy z ŻADNĄ dziewczyną mi się nie udało, przerzuciłam się na facetów... A tu też porażka. Jestem po prostu beznadziejnie żałosna. Nikt nigdy mnie nie zechce.

Szlag

piątek, 29.maja.2009, 08:52
Nowy. mylog. wkuriwa. mnie. na. maksa. W OGÓLE NIE JEST PRZYJAZNY DLA UŻYTKOWNIKA! Wkurwiają mnie te niepotrzebne 'tagi' 'podpisy' 'nastroje' i osobna opcja do dodawania komentarzy. SZPECI to niemiłosiernie wygląd notki. Ale co? Jak próbuje to skasować, to mi szlag trafia księgę gości, linki, archiwum i całą resztę. Dlaczego? W htmlu jest wszystko w porządku... Fakt, wykasowałam dziś jedną nie potrzebną rzecz, ale umiem się, w tak prostym zakresie i nie tylko, posługiwać htmlem i wiem, czego nie należy robić. I na pewno nic nie skasowałam. Ergo - mylog znowu zawinił. Kurde... Jeszcze chwila, i chyba zacznę szukać nowego serwisu blogowego.
No i prośba - jeśli ktoś umie naprawić to gówno, to proszę o radę, bo naprawdę nie potrzeba mi do szczęścia tych pierdolonych podpisów, nastrojów, kategorii, tagów i dodatkowej opcji do dodawania komentarzy.

Rude Szatany

czwartek, 21.maja.2009, 15:12
"Ave Szatan!" Taki wrzask niósł się ulicą, gdy dwie koleżanki z roku dostrzegły mnie stojącą przy przejściu dla pieszych, czekającą aż szybko mknące samochody przejadą, a sygnalizacja świetlna zmieni krwistą czerwień na błogą zieleń. Zauważyliście, że tak to można porównać? Ciekawe, czy twórca takiego, a nie innego oznakowania świetlnego miał w głowie taki pomysł: stój na czerwono, czerwień to krew, jak nie będziesz stał, to cie rozjedzie i wszędzie będzie pełno krwi. Zieleń jest mila, i dobrze się kojarzy - jest zielono, to znaczy jest spoko, możesz leźć na ta ulicę.
W każdym bądź razie nie zdążyłam do koleżanek dodreptać, bo w ciągu mknących pojazdów był również autobus linii przyspieszonej 503, który równie szybko jak podjechał, tak samo szybko zabrał koleżanki. Jaka szkoda. Chciało mi się płakać.
Dla nie kumatych, a takich jest wielu, ostatnich kilka słów, to ironia.
Tego mi brakowało, żeby w okolicy mojego własnego miejsca zamieszkania ktoś się na mnie darł i robił mi przypały. Ale trudno, ludzie już tak mają.
Ostatnio awansowałam u kota mojej przyjaciółki. Krwiożercza bestia, która rzuca się na wszystko co żyje, z własnej, nie przymuszonej woli wlazła mi na kolana i zamruczała.
Jak by co - mówię o kocie, nie o przyjaciółce.
A dziś ponownie piszę notkę, żeby uciec od obowiązków. Niestety sesja postanowiła zacząć dręczyć nas, biednych studentów. Zaczęła menda miesiąc temu, a teraz się tylko rozkręca. Powinnam, jak grzeczna dziewczynka napisać referat na jutro i pouczyć się trochę na zaliczenie, ale jakoś nie mam siły. Referat ma jak na razie stronę i liczę na to, że w czasie pisania czegoś się nauczę. Jeśli nie, zawsze można spróbować jutro rano, jadąc na uczelnię. A dziś też jest jeszcze sporo czasu. No, w sumie czas mam do 20.40 bo o tej na Planete znowu będzie leciał jakiś ciekawy program. Nie pamiętam już tytułu, pamiętam tylko, że trzeba go obejrzeć. Ten tydzień temu przespała, czego żałuje, bo był świetny. Może go wkrótce powtórzą? Mogliby.
Wpisz się do Księgi Myślicieli.



O mnie, Dodaj do ulubionych.

Odwiedzam:
Inne
Priest
Crystalicum w Polterze
Crystalicum
Tekst piosenki "There she is" (Jogi dogi :P)
Jogi dogi (niezastanawiać sie! KLIKAĆ!)
Fabryka Słów
JPF
Waneko
Komikslandia
Zabawna gierka ^^
Oż!
Malazan Empire
Moje konto na dA

Znajomi
Blog Witka
Strona Witka

RPG
Our Naruto RPG

Forum dyskusyjne
MangaForum
Forum RPG
Crystalicum
Last Inn RPG



Lubię:



Należę:




Minęło:
2005
marzec (4)
kwiecień (3)
maj (8)
czerwiec (4)
lipiec (4)
sierpien (3)
wrzesień (5)
październik (4)
listopad (5)
grudzień (6)

2006
styczeń (6)
luty (4)
marzec (2)
kwiecień (1)
maj (1)
czerwiec (2)
lipiec (15)
sierpien (7)
wrzesień (8)
październik (6)
listopad (5)
grudzień (2)

2007
styczeń (6)
luty (1)
marzec (2)
kwiecień (2)
maj (4)
czerwiec (1)
lipiec (3)
sierpien (1)
wrzesień (3)
październik (2)
listopad (2)
grudzień (5)

2008
styczeń (4)
luty (1)
marzec (4)
kwiecień (2)
maj (1)
czerwiec (5)
lipiec (4)
sierpien (1)
wrzesień (4)
październik (1)
listopad (1)
grudzień (1)

2009
styczeń (4)
kwiecień (1)
maj (3)
czerwiec (1)
lipiec (1)
sierpien (1)
wrzesień (2)
październik (1)
listopad (4)
grudzień (1)

2010
styczeń (1)

2011
czerwiec (1)







Szablon wykonany na zamówienie. Na szablonie cytaty Serja Tankiana z zespołu System of a Down.
[ Kliknij w button ]